W marcu

Od dwóch dni słyszę o zorzach polarnych nad Polską. Od dwóch dni – a właściwie nocy – wychodzę na spacery, żeby zobaczyć to zjawisko, ale niestety nic z tego. Zapewne te informacje, że „zorze widać w całej Polsce” kończą się na Warszawie, bo u nas na południu nie było niestety nic widać 🙁

Jutro za to częściowe zaćmienie Słońca. W internecie mnożą się pomysły na to jak je oglądać. Daleka jestem od eksperymentowania na własnych oczach, a tym bardziej na oczach rodziny, pomysłów odnalezionych w necie. Mam obawy, że wszelkiego rodzaju szybki i folie – czy to osmolone nad świeczką czy to spawalnicze (które co prawda mam, ale jakieś przedpotopowe więc nie ma pewności co do skuteczności), jednak się nie sprawdzą, a płacić za chwilę ciekawości wzrokiem, to trochę za wysoka cena.

Dziś piękna pogoda. Później ma być dużo gorsza (kolejny zimny, deszczowy weekend). Planuję więc na dziś wielkie mycie okien i sprzątanie tarasu, na tyle na ile czas pozwoli, oczywiście. Muszę też wygonić Ukochanego do poprawienia naszych płotków i drewnianych przegród, bo się ździebko rozlatują. O ile oczywiście da się naprawić i nie trzeba będzie kupić nowych (oby nie, bo nie na rękę mi tej wiosny dodatkowe wydatki; i tak mam ich za dużo). Tak czy inaczej wyjęłam jakieś jego narzędzia i maszyny stolarskie, i wszystko ładnie ułożyłam na tarasie na stole, żeby było szybciej, i żeby nie było wykrętów, że późno przyszedł z pracy, a zanim się wszystko znajdzie to będzie ciemno… Przydałoby się też zrobić przepierkę garderoby. Odzież zawsze inaczej pachnie kiedy wyschnie na świeżym powietrzu, a przy tej temperaturze i wiaterku da radę.

Ogród pięknie kwitnie pierwszymi wiosennymi kwiatami; na drzewach i krzewach pojawiły się pąki; zaczęły latać owady, niestety łącznie z muchami; za to na szczęście bez komarów (odpukać). Chciałoby się, żeby taka pogoda pozostała, żeby można było wybrać się w sobotę i niedzielę na wycieczkę rowerową… Oby prognozy się nie sprawdziły. 

Wpis

Dziś piękna pogoda. Nie za gorąco, nie za zimno. Idealnie trafiona w mój… organizm. Właśnie wróciłam z przejażdżki na rowerze. Na pewnym odcinku droga prowadziła między polami i lasem. Było cudownie; wiele kwiatów i drzew kwitnie i pięknie pachnie. Łąka tonie w zieleni, fiolecie i różnych odcieniach żółtego. Od czasu do czasu można zobaczyć jeszcze kwitnące maki. Wśród drzew udało mi się wypatrzeć kukułkę, tzn. najpierw ją usłyszeć, a później zobaczyć, gdy przelatywała z drzewa na drzewo. Zawsze wydawało mi się, że to mały ptak, a tymczasem wielkością przypomina gołębia. Chyba pierwszy raz ją widziałam, chociaż co roku słyszę jedną koło domu. Poza tym sporo hałasu robiły żaby, bo ich w okolicy pod dostatkiem i kuropatwy, których też trochę mamy. Zawsze w takich „pięknych okolicznościach przyrody”, kiedy wybiorę się przeważnie na rowerze w plener żałuję, że poskąpiono mi zdolności malarskich, bo aż chciałoby się to uwiecznić. Oczywiście można pójść na łatwiznę i użyć, aparatu, ale malarstwo to nie to samo. Wpatrując się i przelewając na kartkę czy płótno to co się widzi można dostrzec dużo więcej. Ostatnio pochwaliłam się, że w tym roku nie ma u nas komarów. Obym nie zapeszyła, bo wczoraj dopadły mnie dwa. Na szczęście jest dość sucho, więc liczę na to, że się nie rozmnożą.

Jeszcze trochę i zacznie się sezon na zamawianie nowych książek do szkoły. Nie lubię zostawiać wszystkiego na sierpień, bo to jednak niemały wydatek. Trzeba będzie też „oczyścić” książki Młodego i wystawić na aukcję; zawsze to trochę się zwróci. Później wystarczy znaleźć jakieś tanie przesyłki kurierskie, bo poczta ostatnio strasznie podrożała (no chyba że się kupuje pojedyncze książki, to jeszcze wychodzi taniej) i już. Osobiście nie znoszę wyrzucania książek, więc nie wyobrażam sobie, żebym mogła je tak po prostu wrzucić do śmietnika. Na szczęście Młody nie niszczy książek tak bardzo, a poza tym „idzie” z nową podstawą programową, więc książki mogą służyć jeszcze przynajmniej 3 lata. Choć akurat bycie rocznikiem z nową podstawą programową nie jest wyłącznie plusem. Wszystkie książki musi mieć nowe, więc znowu trzeba będzie przygotować ponad 4 stówy… 

Szkoda czasu na narzekanie. Trzeba korzystać z pięknej pogody.