Apetyt

Młody zaczął ostatnio JEŚĆ. Oczom własnym nie mogę uwierzyć ile to dziecko jest w stanie pochłonąć. Kiedyś „modlił się” nad każdą kanapką, z obiadami były problemy: to nie, tamtego też nie, a tego troszeczkę, ewentualnie ze wzlotami „gastronomicznymi” od czasu do czasu przy naleśnikach, plackach ziemniaczanych czy gołąbkach, których potrafił zjeść znacznie więcej ode mnie, a nawet od ojca, więc przy jego standardowej wielkości żołądka bałam się o jego zdrowie i zastanawiałam gdzie on to pomieścił. Teraz, od jakiegoś czasu zamienił salaterkę na zupę na duży talerz i wymienił mały talerzyk na drugie danie na wielki talerz, który każe sobie cały nakładać. Śniadania i kolacje też zwiększyły się objętościowo, a gdzie mu to wpada to nie mam pojęcia, bo nadal ma To-to tylko skórę i kości; no może jeszcze trochę mięśni, bo stara się ćwiczyć. Mam nadzieję, że nie przechwalę i nie przejdzie mu apetyt.

Młody ma też oczywiście rzeczy, których nie znosi, a którymi jest straszony na wypadek, gdy nie chce się uczyć 😉 Wiem, to okrutne, ale bić dzieci nie wolno, zresztą głupio by to wyglądało lać dryblasa 😉 a kara czy raczej motywacja jakaś musi być. Do wyboru mam szlaban na komputer, albo buraczki, pomidory i najgorsze… zupę dyniową do obiadu.

Poza tym, ostatnio zostałam szczęśliwą posiadaczką spieniacza do mleka, o którym myślałam od dawna. Myślałam, bo jakby nie patrzeć jest to po prostu gadżet bez którego da się żyć, a który nie mało kosztuje, bo nie chciałam takiej sprężynki na baterie, tylko całe urządzenie z podgrzewaczem. Jakiś czas zajęło mi też zastanawianie się i wahanie jak to umyć, bo jakby nie patrzeć jest to urządzenie elektryczne, kształtem zbliżone do młynka do kawy, do którego wlewa się mleko, które ma w środku jeszcze sprężynkę, a mleko wiadomo, to nie woda i jakoś urządzenie trzeba po nim umyć, a nie tylko powycierać. A tu okazało się, że są też spieniacze z odczepianym kubeczkiem, do którego wlewa się mleko i który później łatwo można umyć. I właśnie taki dostałam w prezencie od chłopaków 🙂 Koniec więc z kombinowaniem jak by tu spienić mleko, a później z myciem garnka i miksera (którego używałam kiedy mnie naszła ochota na latte) 🙂 Chłopcy stwierdzili, że mam tendencję do komplikowania sobie życia zamiast kupić odpowiednie urządzenie i że to tak jakby oni zamiast opalarki i szlifierki do wyczyszczenia futryn (co ostatnio robili) kupili sobie papier ścierny i bawili się w ręczne zdzieranie. No, bo jak widać moi chłopcy mają tendencję do przesadzania, ale skoro uważają, że ubijanie mleka mikserem to to samo co odnawianie drzwi, to ok. Mi to na rękę 🙂 Przy okazji kombinuję gdzie by tu w kuchni upchnąć kolejne szafki, bo miejsca mi brakuje… Może wymienię stół na wyspę z miejscem do siedzenia…