Tłusty Czwartek

Dziś Tłusty Czwartek 🙂 I cóż, że jutro będzie więcej na wadze. Przecież nie trzeba się ważyć 😉 Jak mawiała babcia: jedz dziecko, bo przed nami post, to trzeba się najeść… No więc jako posłuszna wnuczka zjadłam już 3 pączki, a następne leżą na tacce. A te pączki to chyba rzeczywiście jakieś puste kalorie, bo i tak jakoś głodna jestem i chętnie zjadłabym jakiegoś kotleta; w każdym bądź razie coś nie słodkiego, za to mięsnego. Koleżanka mówiła, że u nich w domu kiedyś była tradycja robienia pączków na słono, z nadzieniem mięsnym, takim jak się daje do pasztecików. Przyznam szczerze, że chętnie bym spróbowała takich. Ale dziś w domu też będzie na słodko, bo mężo nabrał ochoty na faworki i kupił ponoć ilość nie do przejedzenia. No zobaczymy, jakoś nie sądzę, żeby dotrwały do jutra, chyba, że jakieś pojedyncze sztuki na rano do kawki 🙂 Tak to już u nas w domu bywa, że jak nie ma ciast i ciasteczek, to jakoś nikt za nimi specjalnie nie tęskni i nie żąda upieczenia, ale jak już się pojawią, to znikają w mig. Taka pazerność pierwotnej części mózgu 😉

Tańczyć mi się chce. Przydałaby się porządna impreza. Może w weekend uda się coś zorganizować, albo gdzieś wybrać… Ostatecznie to już ostatki, chociaż nie ma tego złego… jesteśmy w połowie zimy, więc już teraz z górki do pięknych, słonecznych i ciepłych dni.