Orkan i inne prognozy pogody

Właśnie ze zdziwieniem usłyszałam o wichurach, które mają do nas przyjść. Ze zdziwieniem, bo póki co spokój i cisza. Nawet gałązki się nie ruszają. No zobaczymy, ile w tym prawdy. Poszukałam prognozy pogody na necie i według mądrych głów od klimatu w ciągu najbliższych dni ma wiać, padać i prószyć, a później mają przyjść siarczyste mrozy (nie wiem tylko jaka jest definicja „siarczystych mrozów” autorów, bo ostatnio gdzieś mówili o siarczystych mrozach w kontekście -5C)… No cóż, od jakiegoś czasu mam spory dystans wobec tego meteorologicznego czary-mary, bo albo u nas panuje jakiś wyjątkowy mikroklimat, albo jakoś te prognozy się nie spełniają, nawet jeśli chodzi o najbliższe 2 dni, a co dopiero na dłużej. Poza tym zdarzają się dziwne pomyłki. Wczoraj dla przykładu zadzwoniła do mnie mama z informacją, że w radio podawali, że u nas rano było -6C. Hmmm…. O 5:50 mój termometr pokazywał -1,6C więc ktoś tu się myli.

A wracając do prognozy, to tak się zastanawiam, gdyby miało im się sprawdzić czy nie umyć okien, póki temperatury na plusie, bo raz że są już przybrudzone, a dwa że miałabym sprawę załatwioną na święta. Bo niestety należę do ludzi, którzy bez względu na pogodę (mróz, śnieg, deszcz) muszą mieć na święta umyte okna. Jakoś chyba bym nie usiedziała spokojnie przy Wigilijnym stole wiedząc, że wszędzie nie jest pięknie i czyściutko. Takie skrzywienie i co zrobić. Mówienie, że świat się nie zawali, jeśli nie będzie gdzieś umyte czy uprzątnięte nic nie da. Ja to wiem, ale po prostu nie lubię „niedoróbek”.

Reklama kontra rzeczywistość

Śmiać mi się zawsze chce jak słucham albo oglądam reklamy tzw. suplementów diety, czyli de facto leków. Szablon: przychodzi zdrowa baba/facet do lekarza i pyta co zrobić, żeby się nie denerwować/ żeby schudnąć/ żeby mieć zdrowe serce/ żeby mieć więcej energii/ żeby lepiej widzieć/ żeby nogi nie bolały a włosy nie wypadały/ itd.

A na to reklamowy doktor wymienia litanię cudownych suplementów diety, po których wszyscy biegają uśmiechnięci. Koniec reklamy.

Jak się to ma do rzeczywistości? Ano nijak. Przede wszystkim z reguły zdrowi ludzie nie chodzą do lekarza, a jak już zaczynają mieć skłonności do hipochondrii, to słyszą: proszę się zdrowo odżywiać, więcej czasu spędzać na świeżym powietrzu, więcej się ruszać, patrzeć w dal (oczy nam się psują od zbyt długiego wpatrywania się w blisko leżące przedmioty), itd. Ostatecznie żyjemy w XXI wieku, w państwie w którym mamy dostęp do różnych produktów. Nie musimy naszej diety ograniczać do suchego chleba i ziemniaków, a skoro tak, to odżywiając się normalnie nie ma sensu pakować w siebie dodatkowych chemikaliów zwanych suplementami diety.

W reklamach, po połknięciu tych „specyfików” zwykle wszyscy biegają uśmiechnięci po dworze. Słowo daję, ten efekt można osiągnąć również bez faszerowania się 🙂

***

Jakoś ostatnio strasznie spowolnił mi komp. Przy okazji rzęzi już niemiłosiernie. Oczywiście nic się nie dzieje nagle i bez zapowiedzenia. Wszystko jest skutkiem czegoś co się działo wcześniej. Nie jest więc tak, że nagle komp się popsuł i to „ostatnio” też trwa już od pewnego czasu. Stareńki już jest, ot co. I żadne tu czyszczenie zewnętrzne i wewnętrzne nie sprawi, że stanie się piękny i sprawny. Tak sobie myślę, że nadszedł już jego czas i zanim padnie zupełnie, należy nabyć coś nowego i przenieść ważne rzeczy. I tu pojawia się pytanie: kupić ale co? Niby najwygodniej pracować na kompie stacjonarnym, ale powiedzmy to sobie wprost: jak się nie jest miłośniczką giercowania, to nie jest on potrzebny. Więc może laptop? Albo laptop zmieniany na tablet (albo tablet z doczepianą klawiaturą – zależy jak na to spojrzeć) – nie wiem czy to cudo ma jakąś swoją inną nazwę… Będę bardziej „mobilna” 😉 Sam tablet to raczej za mało. No może nie raczej, a zdecydowanie. Akurat teraz jest dobry czas na takie zakupy, bo święta więc można mniej lub bardziej delikatnie zasugerować co by się chciało. List do Mikołaja napisać. Można też zapewne sprzedać jeszcze staruszka. Ludzie kupują takie rzeczy, chociaż jak się czyta o tym, że „spece-gimbusy” potrafią już odczytać skasowane dyski, to mam wątpliwości czy sprzedawać mojego. Może sprzedać tylko części albo kompa bez dysku. Nie żebym nie wiadomo co miała, ale zawsze się trochę znajdzie. Płytkę można połamać, a z twardzielem jest problem. Pozostaje młoteczek, dla tych co się wyżywać lubią, skuteczne destrukcyjne majsterkowanie albo demagnetyzacja dysków. Może jednak dam go chłopakom do „zabawy”. Oni coś wymyślą, a przynajmniej rozłożą na drobne i „zbadają” sposób w jaki jest zrobiony. Pewnie na informatyce tego nie uczą. Chociaż kto wie.

No dobra, wiec tak jak w pewnej reklamie: plan zaakceptowany, trzeba przystąpić do realizacji. Czy jakoś tak to było…

Dzień dobry

Chciałam napisać „witam”, ale ostatnio jakaś jajogłowa niemal mnie zwymyślała, że to nietaktownie i nieładnie witać się tym słowem. Pierwsze słyszę, ale jakoś tak na tyle mi to utkwiło, że napisałam „dzień dobry”.

Witam się, bo to mój debiut w blogowaniu. Edytor treści całkiem przyzwoity, więc o błędy ortograficzne nie muszę się martwić, bardziej o stylistyczne, logiczne, itp. no i w ogóle o jakość tekstów. Mam nadzieję, że od czasu do czasu uda mi się napisać coś mądrego, albo nawet pasjonującego 🙂 A ponieważ pisać każdy może, więc ja też zaczynam.