Zwierzaki
Co do zasady lubię lub toleruję zwierzaki, ale to co teraz wyprawiają – przyznam szczerze – że zaczyna mnie irytować. Można by pół żartem powiedzieć, że padam ofiarą zwierzakowej inwazji 😉 Zacznijmy od największych zwierzaków – kotów. Upatrzyły sobie ostatnio świetne miejsce do leżenia na moim ogródku – na wrzosach i kompletnie je zniszczyły (wyleżały). Odstraszanie niewiele daje, bo albo ja nie jestem wystarczająco straszna, albo mają mnie w głębokim poważaniu… Ale to nie koniec. Zrobiło się mokro więc mam taras dokładnie oblężony przez ślimaki i dżdżownice, uciekające przed deszczem. Ślimaki w dodatku łażą po całym budynku aż do drugiego piętra, bo w tym roku jest ich po prostu zatrzęsienie. I tych w skorupkach i bez. Latem przyleciały do nas urocze jaskółki. Problem polega na tym, że każdego roku po ich wizycie należałoby umyć elewację. Brudzą bardziej niż gołębie, choć przyznaję, że mimo wszystko zdecydowanie je wolę. A teraz wróćmy do mniejszych zwierzaków. Ochłodziło się, więc na hura wpychają mi się do domu: ćmy, pająki, biedronki, jakieś robaczki w stylu żuczków i kilka rodzajów innych, których nazw nie znam. A, i jeszcze pojawiły się komary, w ilości sporej, których – co ciekawe – latem nie było…
Przyznajcie, że mam więc prawo czuć się trochę przytłoczona tą zgrają. Jednego wielkiego, martwego pająka nawet znalazłam w łóżku. Najwyraźniej został przygnieciony, więc nie wyszło mu to na dobre, ale mimo wszystko brrr, że tam wlazł.
Poza tym w okolicy znowu pojawiła się rodzina kun. Sąsiedzi narzekają, że mają maty w samochodach powydrapywane. Jeden znalazł nawet bułkę na akumulatorze, a drugi kości na silniku… Więc chyba się już zadomowiły, skoro traktują auta w naszej okolicy jako restaurację, czy spiżarnię.
W sumie jeszcze tylko brakuje, żeby nam się jakieś myszy pojawiły 😉