Odpoczywam od planów
Poprzedni rok, mój rok, a nie kalendarzowy, upłynął mi na spisywaniu planów i ich realizacji. Żeby być szczerą należałoby napisać, że na dążeniu do ich realizacji, bo nie wszystko się udało. Później pojawiło się pytanie – po co? Czy to ma sens? Zweryfikowałam plany, zastanowiłam się czego najbardziej potrzebuję i wyszło mi na to, że przyjemności. Przyjemnego spędzania życia. Wykonywania czynności, które sprawiają radość, dają poczucie szczęścia. Wszystkie plany, które nie mają tego celu, a były tylko chwilowym widzimisię, jakąś ambicją czy nieprzemyślanym założeniem, poszły na bok. Teraz mniej się dzieje, ale bez presji, że coś muszę. Wręcz przeciwnie: nic nie muszę 🙂 To bardzo przyjemna świadomość.