Zalew absurdów
Zapisałam się na kurs. Nie ważne jaki. Chodzi o to, że były już 3 zajęcia, a ja byłam tylko na jednych. I to bynajmniej nie dlatego, że się migam (i to na początku), tylko cały czas coś mi przeszkadza w dojechaniu na nie. Na pierwszych nie byłam, bo nie dostałam maila o zmianie godziny. Dowiedziałam się o tym po fakcie. Na drugie, choć z wielkimi problemami, dojechałam. Na trzecie postanowiłam pojechać autobusem, żeby być taka eko 🙂 Pech chciał, że po drodze na przystanek dopadła mnie taka ulewa, że dotarłam do niego kompletnie przemoczona. Wróciłam się przebrać. I wtedy wyszło słońce… Klątwa jakaś. W ogóle wrzesień upływa mi pod znakiem absurdów. Z taką ilością idiotyzmów i dziwnych zbiegów okoliczności już dawno się nie spotkałam… Nie lubię kiedy czas szybko upływa, ale niech się już ten miesiąc skończy.